poniedziałek, 10 lutego 2014

TV Mors

czy wiedzieliście, że mamy swoją telewizję? :)

http://youtu.be/IKBdwM0KNW4

http://youtu.be/8M9iqk_eNZI

http://youtu.be/Wxg2ErzWSPI

http://youtu.be/zpl7tw681eo

Ciekawe, czy będą kolejne odcinki?
Sebastianie?

wycieczka w nieznane ;) 16.02.

grupa niedzielna postanowiła wybrać się na wycieczkę w nieznane - czyli nad Zegrze.
Jest tam grupa morsów, mogą mieć saunę (w tę niedzielę była). Podobno po saunie trochę inaczej morsuje się.
Sprawdzimy :)
Będziemy umawiać się na wspólną jazdę.
Więcej informacji będzie niedługo. Na pewno przed wyjazdem :)

tak było tam, dokąd wybieramy się w niedzielę: "Było super, była sauna, była muza i było nas trochę. zapraszamy za tydzień w niedzielę o 11.00 Do Nieporętu nad jeziorem zegrzyńskim przy Hotelu Parasol"

sobota, 8 lutego 2014

Przedwiośnie...

Chociaż to dopiero początek lutego, to pogoda dzisiaj była niczym prawdziwe przedwiośnie - temperatura powietrza +7 stopni, dużo słońca, ale jeszcze i sporo śniegu, acz gwałtownie topniejącego. W mijającym tygodniu nocami mróz sięgał nawet -8..-10 stopni, toteż nic dziwnego, że gruby lód pokrywał naszą gliniankę. Rutek musiał się sporo namęczyć, aby wyciąć przerębel - grubość lodu sięgała 15 cm:

Tak ładna pogoda przyciągnęła prawdziwe tłumy - było nas łącznie ponad 30, a może i 35 osób, w tym czterech debiutantów (serdecznie witamy!). Śmiechu i chichotków było co niemiara, kilka osób sobie nurkowało, skakało na bombę albo pływało. Ogólnie, było bardzo wesoło - oczywisty wynik działania endorfin (utrzymuje się kilka godzin albo i dłużej). Szkoda tylko, że śnieg już był nieco brudny - nie bardzo zachęcał do tego, aby się w nim wytarzać albo natrzeć. Wobec takiej dużej liczby osób, Rutek postanowił poszerzyć nasz basen: 

Na zdjęciu nie ma tłoku, bo to już po zasadniczej kąpieli - w wodzie pozostali tylko długodystansowcy oraz spóźnieni.

Jutro kąpiel w Pruszkowie o 10.30 - raczej nie będzie potrzeby wycinać ponownie przerębla bo temperatury nocą będą dodatnie. Będzie też grupa, która kąpie się w niedziele o 19.00 w jeziorku Czerniakowskim - jak mówią bywalcy, jest tam też bardzo sympatycznie. Każdy chętny znajdzie dla siebie odpowiednią godzinę!
 
[Ed. Dodałem link do zdjęć Marysi.]

niedziela, 2 lutego 2014

spodziewaj się niespodziewanego!

A oto relacja Mateusza Jasińskiego - jego pierwszy raz w jez. Czerniakowskim.
"Jak to mówi jedna z dobrych dusz: spodziewaj się niespodziewanego!

Najpierw był telefon. Przyjaciel między słowami powiedział mi, że dzisiaj morsuje. Później dostałem wiadomość od morsujących biegaczy z Rucianego-Nidy, którzy podesłali mi ...filmik z ich ostatniego występu w lodowatej wodzie... Nieźle!

Stwierdziłem, że to nie może być przypadek i natychmiast podjąłem decyzję, że dzisiaj po raz pierwszy w życiu spróbuję czegoś, co na samą myśl budzi we mnie zwierzęcy wyrzut adrenaliny.

Ale, że co, morsowanie? Masz coś z głową Mateuszu? - zaszeptał mój umysł.

Morsowanie dla człowieka, który nawet latem bierze wrzący prysznic, to nie ukrywam niezłe rycie beretu, ale skoro żyje się raz i życie jest krótkie, to nie musiałem zbyt długo się przekonywać. Postanowiłem, że dokładnie 2 lutego o 19:30, 2014 roku zostanę foką z Czerniakowa.

ou!ou!

Problem pojawił się w momencie dotarcia na samo miejsce zbrodni. Niestety mój kochany, 23 letni Mercedes (zwany Zbirem) zaniemógł na awarię pompy chłodzącej i dosłownie zostałem na lodzie.

Co robić?

Znajomi zajęci, chorzy albo niegotowi na takie doznania. Autobus odpada, bo jechałbym pewnie do teraz więc... Zainspirowany jednym z komentarzy, postanowiłem pojechać na nogach.

Klik klik w google maps, wytyczenie trasy. Klawo! 20 kilometrów, to nie problem. Robię to! W końcu jestem biegaczem.

Spakowałem w 5 minut wszystkie potrzebne rzeczy, wypiłem węglowodany, zapodałem muzykę w ucho i... Odpaliłem swój ulubiony życiowy ogień. Przed wyjściem zdążyłem jeszcze nagrać filmik, który wrzuciła moja siostra i... Poszły Konie po nieubitym śniegu!

Trasa bardzo wymagająca. Pełno samochodów, ślisko, śnieg po genitalia, ale... Przy dobrej muzyce i świadomości dokąd biegnę, 110 minut minęło całkiem szybko.

19:35. Na Jeziorku Czerniakowskim już widać pierwszych Morsów. Poczułem, że już za chwilę będę musiał ZDECYDOWANIE wyjść poza swoją strefę komfortu i wejść do lodowatej wody. Na termometrze nie ma tragedii (-5), ale
dla mnie przecież w ZUPEŁNOŚCI wystarczy. W końcu jestem dziewicą.

No cóż... Odstawiłem plecak, chwilę odsapnąłem po biegu i... już po 3 minutach przerwy w bieganiu zrobiło mi się zimno.

Nieźle! Lubię jak coś się dobrze zapowiada...

Nie ukrywam, że w głowie miałem niezłego bałwana, który doszedł do wniosku, że chyba mogłem lepiej spędzić ten spokojny, niedzielny wieczór. No, ale niewiele myśląc, stopiłem bałwana i zacząłem się rozbierać. Kąpielówki, czapka, rękawiczki - są. Goła klata - jest. Brawura - już dawno w gotowości.

Podbiegam do miejsca zbrodni, wykonuję ostatnie wymachy i... wchodzę.

Potem było już tylko zwierzęce darcie japy, adrenalina, wspierający mnie ludzie i... jakaś taka dziwna myśl, co będzie z tym sprzętem, który mam pod kąpielówkami. Nie chciałem Wam o tym pisać, ale skoro szczerość to szczerość.

Nie wiem ile siedziałem w tej lodówie, ale każda sekunda dłużyła się niemiłosiernie. Gdyby nie grupka ludzi wokół, to pewnie wybiegłbym dokładnie w tej samej sekundzie, w której wszedłem.

AAAAAAAA! Ile jeszcze?!

W końcu nadeszła chwila, gdy mogłem wyjść. Oczywiście nie wyszedłem, tylko wybiegłem jak poparzony (a to niezłe!) przed siebie, mając z tyłu głowy, że za chwilę wchodzę na drugą turę.

Jakie uczucia miotały mną tuż po wyjściu? Dziwnie-przyjemne. Myślę, że to najlepsze określenie. Od góry do dołu poczułem delikatne igiełki, tętno podejrzewam, że podeszło pod 90% maksymalnego, a w okolice podbrzusza wolałem nie patrzeć (ponownie Was przepraszam za zbytnie spoufalanie się, ale obiecaliśmy sobie szczerość...).

Czas na drugą serię. Wchodzę i... Jest lepiej choć japę drę tak samo. Jestem ciekawy, co myśleli Ci wszyscy, którzy stali obok. Niezależnie od ich opinii, nie da się ukryć, że jestem oszołomem.

Przepraszam!

Druga tura minęła chyba szybciej niż pierwsza. Ponownie wybiegłem jak poparzony i nieudolnie zacząłem się ubierać. Gdyby nie pomoc znajomych to... mogłoby być naprawdę źle, dlatego jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za wszystkie otrzymane od Was dobroci!

Oczywiście z powrotem nie miałem w głowie powrotu do domu biegiem. Miałem jednak to szczęście, że dwie, urocze i dobre dziewoje, postanowiły mi pomóc i podwiozły mnie pod sam dom. Jestem szczęściarzem!

Przez niemal całą drogę do domu milczałem, ale... trudno jest rozmawiać, kiedy w głowie ma się sopel. Aktualnie siedzę w pełni zrelaksowany w wygodnym, ciepłym fotelu i wciąż nie mogę uwierzyć, że życie może być tak zaskakująco pozytywne. Co ciekawe, te 4 godziny z życia minęły mi jak z bicza strzelił. EEinstein miał całkowitą rację - czas jest względny.

DZIĘKUJĘ! "





Oczywiście Mateusz nie był sam. Jako dowód - 2 filmy z Dexterem:
http://www.youtube.com/watch?v=Wxg2ErzWSPI&feature=youtu.be

https://www.youtube.com/watch?v=zpl7tw681eo&feature=youtu.be

Serdeczne gratulacje dla żony Dextera + pięć piątek w czasie niedzielnej sesji!
W sumie 9 piatek i jedna czwórka.

spis liczebności morsów ;)

mamy powoli trudności z liczeniem osób, które przybywają na morsowanie.
Dlatego też powstał dziś pomysł "przeliczenie stadka" ;)
Będzie to oczywiście dobrowolne - niet z nas nic nie musi.
Dane zbierałabym ja - Elżbieta Ziółek. Nie będę ich nikomu udostępniać, bo nie.

Mamy już naszą listę mejlingową. Z tym, że jest już ona bardzo nieaktualna. Dlatego też podane

Co chciałabym wiedzieć:
imię
nazwisko (opcjonalnie)/ nick
nr telefonu
adres mejlowy
miejsce morsowania: Pruszków, jez. Czerniakowskie, obydwie lokalizacje, ...
czy osoba ta ma możliwość zabarania kogoś po drodze (nie wszyscy dysponują pojazdami), jeśli tak, z jakiego miejsca

Do tej pory, jeśli ktoś chciał się z kims zabrać telefonował do mnie (wtedy pytałam osoby, która ma miejsce w pojeździe, czy mogę podać numer telefonu) lub ogłaszał to na FB.

W niedzielę będę miała listę. Możecie także przekazać mi te infomacje wcześniej.

dzisiejsze spotkanie i pomysły

 Dziś było ponad 40 osób. Ledwie już mieścimy się w altance. Chyba niedługo będziemy stać w kolejce do przerębla ;)
Dzięki temu było więcej czasu na rozmowy, omówienie pomysłów.
Przy większej ilości osób pomysły tworzą się same.

  1. spis liczebności morsów - to w osobnym poście
  2. wspólny wypad do Gdyni - tam jest podobno fajne morsowisko - dla porównania z naszym
  3. wspólny wyjazd do Mielna
  4. ustalenie barw klubowych - są już pomysły na kolor: http://pl.wikipedia.org/wiki/Barwa_purpurowa - proponuję purpurę królewską. Wiele kolorów zajętych jest przez inne kluby
  5. ...
Wspólny wyjazd - to np. wynajęcie autokaru (przy większej ilości osób nie powinien to być problem).

Oczekuję uwag.

Ale wrócćmy do dzisiejszego dnia - było 6 nowych osób - m.in. Anis, Artur, Tamara.
Szczególny podziw dla Tamary (zwanej panterą - to z biegania). Po morsowaniu zaplanowała długie wybieganie - ok. 20 km z Pruszkowa do domu.

Wiem, że wszyscy morsujący już się wciągnęli. Cudownie :)

sobota, 1 lutego 2014

Zima sroga...

Pierwszy dzień lutego powitaliśmy naturalnie kąpielą w przeręblu. Wcale nie było łatwo ją wyciąć, nawet piłą łańcuchową! Grubość lodu była około 10-15 cm, ale kąpiących jest na tyle dużo, że trzeba wycinać większy basen (około 30 osób). Wszyscy żarłocznie spoglądaliśmy na odsłanianą wodę. Termometr zmierzył jej temperaturę, jak przystało na wodę spod lodu, na 0.5 stopnia. Powietrze było dziarskie, około -8 stopni, ale słoneczko przebijało się przez lekkie chmurki. Wietrzyk chwilami powiewał, co znacznie przyspieszało ubieranie  :-)

Miejmy nadzieję, że prognozowane ocieplenie nie będzie trwało długo, a zima nie powiedziała ostatniego słowa. Przed nami jeszcze luty i marzec!